Harley Quinn: piękna katastrofa – recenzja komiksu

Harley Quinn – Piękna katastrofa należy do wydawanej już od jakiegoś czasu serii DC powieść graficzna 13+. Za sprawą koleżanki z pracy dane mi było wcześniej przeczytać pięć historii. Niby sięgając po kolejną spodziewałem się mniej więcej czego mogę oczekiwać. Wiedziałem że seria trzyma dość przyzwoity poziom, choć zdarzają się też lekkie „wtopy”. Ale to co dostajemy w tym tomie zaskoczyło mnie zupełnie.

harley quinn piękna katastrofa

Harley Quinn – Piękna katastrofa

Scenariusz: Mariko Tamaki
Rysunki:
Steve Pugh
Tłumaczenie: Alicja Laskowska
Wydawca: Egmont

Harley Quinn – Chyba aktualnie moja ulubiona postać DC

Mam wrażenie, że od momentu kiedy w rolę Harley Quinn w jednej z kinowych ekranizacji wcieliła się Margot Robbie ta postać ma nieustającą passę sukcesów. Świetne komiksy, wyśmienity serial animowany, nienajgorsze filmy kinowe, które wypadają dobrze nie tylko na tle słabości pozostałych filmowych dokonań DC. Aktualna Harley to zdecydowanie nie jest już drugoplanowa postać, nieco bezwolna pomagierka Jokera. Teraz to twarda babka, która zdecydowanie nie jest jednowymiarową postacią.
W historii dla nastolatków poznajemy ją z kolejnej strony. Przedstawiony tutaj orygin postaci jest zupełnie odmienny od dotychczasowego, ale chyba najciekawszy z dotychczas prezentowanych. Poznajemy tu nastoletnią Harleen Quinzell, która za sprawą nieodpowiedzialnej matki trafia do Gotham i gdyby nie przemiła ekipa drag queen wylądowałaby od razu na starcie na bruku. A chwilę później w komiksie pojawia się kochająca rośliny Ivy, w której możemy doszukiwać się późniejszej kumpeli Harley, czyli diabelnie niebezpiecznej Poison Ivy i walczący z uporządkowanym światem tajemniczy Joker. Ale o fabule tej opowieści lepiej więcej nie pisać, bo zaskoczeń jest naprawdę mnóstwo, łatwo byłoby popsuć przyjemność z lektury.

Grafika

W pierwszej chwili chciałem napisać, że Steve Pugh, który odpowiada za stronę graficzną  komiksu, mocno inspirował się Alexem Rossem i jego naturalistycznym, ultraszczegółowym sposobem rysownia. Zrobiłem jednak mały risercz i wyszło na to, że to Pugh może być inspiracją dla Rossa, bo… jest od niego nieco starszy. Zatem nie wiem czy któryś z panów inspirował się tym drugim, ale wiem, na pewno, że obaj są świetni. W Harley Quinn – Piękna katastrofa poza znakomitymi rysunkami mamy też zaskakującą, momentami genialną zabawę kolorem. Naprawdę nie przesadzam, autor zdecydował się wykorzystać kolor jako samodzielny, dodatkowy element przekazu. Za jego sprawą dostajemy całą gamę emocji, tu nie tylko fabuła i rysunek maja znaczenie.

harley quinn piękna katastrofa komiks

Podsumowanie

Harley Quinn – Piękna katastrofa to zdecydowanie najlepszy komiks w tej młodzieżowej serii Egmontu. Można go jednak także spokojnie polecić starszemu czytelnikowi. Orygin Harley jest bardzo odmienny od tego sztandarowego, a na dodatek historia w pewnym momencie robi zaskakującego twista. Autorka opowiada o wielu ważnych społecznie tematach, ale robi to w naprawdę interesujący sposób, bez popadania w jednowymiarowe pokazywanie tematów. Owszem, stosuje pewne uproszczenia, ale nie rażą one nawet dorosłego, wyrobionego czytelnika. Zdecydowanie polecam!
P.S.
Jest Bruce Wayne, ale to jeszcze dzieciak 😉

One Reply to “Harley Quinn: piękna katastrofa – recenzja komiksu”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.