Conan. Pieśń o Belit – recenzja komiksu

Conan, bohater, zabijaka król. Moja ogromna miłość od lad młodzieńczych. Pierwszy bohater, który skradł me serce i duszę. No może nie aż tak, żebym skompletował wszystkie książkowe opowieści o nim, bo kontynuatorów spuścizny Roberta Howarda było wielu, ale na tyle, żeby pierwsze tomy mi się rozleciały. Jako wierny fan kupuję wszystkie komiksy o jego przygodach, które aktualnie ukazują się w Polsce. Mam zarówno te z Egmontu jak i francuskie wydane przez Labrum. Jestem w stanie wiele wybaczyć swojemu ulubieńcowi, ale jednak nie wszystko.

Conan. Pieśń o Belit Tom 6

Scenariusz: Brian Wood
Rysunki:
Declan Shalvey, Andrea Mutti, Leonardo Fernández, Paul Azaceta, Davide Gianfelice, Becky Cloonan, Riccardo Burchielli, Vasilis Lolos, Mirko Colak
Tłumaczenie: Dariusz Stańczyk
Wydawca: Egmont

Barbarzyńca

Conan to inteligentny osiłek,  pełen charyzmy i determinacji uparciuch, tak do tej pory było we wszystkich historiach o nim. Czasem to siła i zręczność, a czasem łut szczęścia pozwalały mu wyjść zawsze cało z opresji. W Pieśni o Belit jest jednak inaczej. Ta historia to najzwyklejsza telenowela obyczajowa, a nie komiks o nieco brutalnym, pewnym siebie barbarzyńcy! Ja wiem, że teraz mężczyźnie nie wypada być aż tak macho, jak jeszcze miało to miejsce niedawno, ale bez przesady.

Telenowela?

Ona poznaje jego mamusię, on poznaje jej tatusia, dzieci, szczęśliwe rodzinne stadło na rajskiej wyspie. To naprawdę nie jest coś, czego bym oczekiwał. Ten wielostronicowy komiks od totalnej porażki w warstwie fabularnej ratuje właściwe wyłącznie powrót do korzeni. Chodzi mi o opowieść opartą na historii autorstwa Howarda, w której Conan wraz z Belit próbują zdobyć skarby w przeklętym mieście ukrytym głęboko w dżungli. Reszta to komiksowa Moda na sukces :/

Rysunki

Graficznie nie jest źle, Conan przyzwyczaił mnie do sporej różnorodności, tutaj nie mam zastrzeżeń. Już nie rażą mnie zmiany emploi Cymeryjczyka :). Wydaje mi się, że oryginalnie ta seria wychodziła jako zeszytówka. Zrozumiałe zatem jest, że aby dotrzymać terminów czasem podczas rysowania trzeba było pójść na kompromis. Ale nie ma tu jakiś rażących i wypalających oczy kadrów. Przeciętniak, który nie schodzi poniżej pewnego poziomu.

Z sześciu tomów wydania zbiorczego ten jest najgorszy, co będzie dalej nie wiem, w zapowiedziach jest część siódma, którą na pewno kupię. W związku z tym nieco się boję, czy będę miał frajdę z lektury, zobaczymy.

 

One Reply to “Conan. Pieśń o Belit – recenzja komiksu”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.