Terraformacja Marsa – recenzja
Ziemia jest przeludniona, a Rząd Światowy szuka dla ludzkości nowego domu. Wybór pada na Marsa, tylko że na razie jest tam zimno, sucho i nie ma czym oddychać. Do roboty ruszają więc potężne korporacje, które za każdy krok w stronę zielonej planety dostają hojne nagrody. Jedną z nich pokierujecie właśnie Wy!
Terraformacja Marsa to gra, którą znam już od kilku lat i rozegrałem w nią naprawdę wiele partii. Ostatnio, jakieś dwa tygodnie temu, znowu wyciągnąłem ją z półki i bawiłem się dokładnie tak samo dobrze jak kiedyś. I to jest dla mnie ważne, bo ta recenzja nie powstaje po pierwszych kilku partiach, kiedy wszystko jest nowe i ekscytujące. Czy Terraformacja po latach nadal daje radę? Sprawdźmy!
Terraformacja Marsa – skąd się wzięła?
Terraformację Marsa zaprojektował Jacob Fryxelius, a za ilustracje odpowiada Isaac Fryxelius. Gra ukazała się w 2016 roku nakładem szwedzkiego FryxGames, a u nas wydało ją wydawnictwo Rebel. W 2017 roku zgarnęła w konkursie Gra Roku zarówno nagrodę w kategorii gier zaawansowanych, jak i Nagrodę Główną, stąd na pudełkach obecnego wydania znajdziecie dopisek „edycja Gra Roku”.
Od tamtej pory Terraformacja urosła do rangi całej serii, z mnóstwem dodatków i kilkoma osobnymi grami, ale o tym więcej za chwilę. Na blogu Terraformacja jest w moim rankingu najlepszych gier planszowych, a teraz w końcu doczeka się pełnej recenzji.
Wykonanie
W pudełku znajdziemy planszę główną, 5 planszetek graczy, 233 karty, 400 znaczników (w tym kosteczki zasobów) i 80 kafelków oceanów, lasów, miast i terenów specjalnych.
Ogólnie wykonanie oceniam jako dobre, ale zdecydowanie nie idealne. Zacznijmy od pozytywów. W recenzji Podwodnych Miast pisałem, że jakość elementów przypomina mi Terraformację i trochę boję się, jak będzie to wyglądać po parunastu partiach. W przypadku samej Terraformacji mogę Was uspokoić: karty dobrze znoszą wielokrotne granie i nawet po kilkunastu partiach nie pojawiły się u mnie żadne istotne problemy z ich trwałością.
Zawartości jest też sporo w stosunku do ceny. A jeśli weźmiemy pod uwagę, ile godzin można przy tej grze spędzić, to stosunek ceny do liczby rozgrywek wypada naprawdę bardzo dobrze.
Planszetki graczy
Tu niestety zaczynają się schody. Standardowe planszetki, na których zaznaczamy produkcję i zasoby, są zbyt proste i mało praktyczne. To zwykłe płaskie plansze, na których leżą luźne kosteczki, więc bardzo łatwo przypadkowo je przesunąć i stracić informację o tym, ile czego aktualnie produkujemy.
U mnie dochodzi do tego jeszcze bardzo praktyczny problem, bo mam kota. A kot plus luźne kosteczki na planszetce to potencjalna katastrofa dla całej ekonomii Marsa 😉
Da się to rozwiązać, bo istnieją lepsze, dokupowane planszetki z zagłębieniami na kostki (Rebel wydał zresztą oficjalny zestaw pięciu plansz graczy z wycięciami). Dzięki nim znaczniki zostają na swoich miejscach i uważam to za świetne rozwiązanie. Tylko że coś takiego powinno być lepiej przemyślane już w podstawowej wersji gry.
Brak wypraski
Drugi minus wydania to pudełko. W środku brakuje sensownej wypraski, a nawet prostych przegródek. Elementy trzymamy głównie w woreczkach strunowych, które swobodnie latają po całym pudełku. Szczególnie irytujące jest to dla osób, które przechowują gry pionowo, a ja właśnie tak trzymam swoje pudełka, więc ten problem jest dla mnie bardzo zauważalny.
Nie psuje to oczywiście samej gry, ale przy tak popularnym i rozbudowanym tytule lepsza organizacja pudełka byłaby mile widziana. Dla najbardziej zaangażowanych jest co prawda duży organizer (Big Storage Box), ale to znowu coś, co trzeba dokupić osobno.
Zasady gry Terraformacja Marsa
Zasad w Terraformacji Marsa nie ma aż tak dużo, jak mogłoby się wydawać po rozłożeniu gry na stole. Nie będę przepisywał całej instrukcji, ale opowiem o najważniejszych rzeczach, żebyście wiedzieli, na czym polega gra i skąd biorą się w niej decyzje.
Cel gry i parametry globalne
Wspólnie terraformujemy Marsa, a gra kończy się w momencie, gdy wszystkie trzy parametry globalne osiągną swoje maksimum. Musimy podnieść temperaturę z -30 do +8 stopni Celsjusza, zwiększyć poziom tlenu do 14% i wyłożyć na planszy 9 oceanów. Każdy krok w stronę tych celów podnosi nasz współczynnik terraformacji (każdy zaczyna z wartością 20), który jest jednocześnie naszym dochodem i punktami na koniec gry.
Choć terraformujemy wspólnie, to gramy przeciwko sobie. Wygrywa korporacja, która na koniec zdobędzie najwięcej punktów.
Przebieg pokolenia
Gra dzieli się na pokolenia, czyli rundy. Na początku każdego pokolenia (poza pierwszym) dobieramy 4 karty projektów i decydujemy, które z nich chcemy zatrzymać, płacąc za każdą 3 megakredyty. Potem przychodzi czas na akcje. W swojej turze wykonujemy jedną lub dwie akcje, np. zagrywamy kartę, korzystamy z projektu standardowego, zamieniamy 8 roślin na las albo 8 jednostek ciepła na podniesienie temperatury. Tury krążą przy stole tak długo, aż wszyscy spasują.
Na koniec pokolenia przychodzi produkcja. Cała niewykorzystana energia zamienia się w ciepło, a każdy z nas dostaje zasoby zgodnie ze swoimi torami produkcji na planszetce i megakredyty równe swojemu współczynnikowi terraformacji. I właśnie tutaj widać, dlaczego te nieszczęsne kosteczki na planszetkach są tak ważne.
Karty projektów i korporacje
Serce gry to karty. W pudełku jest ich ponad 200 i każda przedstawia jakiś projekt: od fabryk i elektrowni, przez sprowadzanie asteroid i lodu, aż po mikroby, rośliny i zwierzęta. Karty dzielą się na zielone (jednorazowy efekt, najczęściej zwiększenie produkcji), niebieskie (stałe efekty albo akcje, które możemy wykonywać raz na pokolenie) i czerwone, czyli wydarzenia. Na kartach są też symbole, np. Ziemi, rośliny, mikroba czy zwierzęcia, które łączą się z efektami innych kart.
Na początku gry każdy dostaje korporację. Ona określa, z czym zaczynamy, i daje nam jakąś przewagę, np. tańsze zagrywanie kart z określonym symbolem albo dodatkową produkcję. Dla pierwszych partii przygotowano też prostsze korporacje dla początkujących.
Punktacja i koniec gry
Kiedy wszystkie parametry globalne są na maksimum, dogrywamy pokolenie do końca i liczymy punkty. Punktujemy za współczynnik terraformacji, lasy, lasy sąsiadujące z naszymi miastami, punkty z kart oraz kamienie milowe i nagrody. Kamienie milowe to cele, które możemy „zaklepać” w trakcie gry (tylko trzy z pięciu zostaną zdobyte), a nagrody finansujemy i dostaje je na koniec ten, kto najlepiej spełni ich warunek.
Warianty i liczba graczy
W Terraformację Marsa zagramy w 1–5 osób. Instrukcja przewiduje grę podstawową i wariant ery korporacji, w którym dochodzą dodatkowe karty skupione na ekonomii i technologii. Jest też wariant solo, w którym musimy zdążyć zterraformować Marsa w określonej liczbie pokoleń.
Recenzja gry Terraformacja Marsa
Wrażenia po latach grania
Powiem to na wstępie: Terraformacja Marsa to dla mnie przede wszystkim gra strategiczna średniej ciężkości i zdecydowanie nie jest to tytuł familijny. Mechanicznie opiera się na budowaniu silniczka: pozyskujemy karty, zagrywamy je, generujemy produkcję i zasoby, zdobywamy punkty, a przy okazji terraformujemy Marsa i walczymy o miejsce na wspólnej planszy. Te wszystkie elementy bardzo dobrze się ze sobą łączą.
Najlepszy dowód na to, że gra jest dobra, to fakt, że po kilku latach i wielu partiach nadal chętnie do niej wracam. Kiedy ostatnio wyciągnąłem ją ponownie, nie było efektu „fajnie było kiedyś”. Bawiłem się równie dobrze jak wcześniej.
Korporacja daje możliwości, a nie instrukcję grania
W grach strategicznych bardzo cenię sobie to, że mogę dostosowywać strategię do tego, co się dzieje w danej chwili, zamiast realizować od początku do końca jeden zaprogramowany schemat. Terraformacja Marsa robi to bardzo dobrze i to jest dla mnie jej najważniejszy atut.
Weźmy korporację, która pozwala taniej zagrywać karty z symbolem Ziemi. To bonus, który warto wykorzystać, ale wcale nie oznacza, że przez całą partię muszę budować strategię wyłącznie wokół takich kart. Korporacja daje mi pewien kierunek albo przewagę, ale nie zamyka mnie w jednej ścieżce. Daje możliwości, a nie instrukcję grania, i bardzo to lubię.
Karty rządzą grą
To karty w dużej mierze odpowiadają za to, jak wygląda dana partia. I tutaj dochodzimy do czegoś, co bardzo mi się w Terraformacji podoba. Nie da się przed partią założyć, że „dzisiaj gram tylko pod strategię X”. Trzeba spojrzeć na to, co faktycznie przyszło na rękę, i zastanowić się, jak to najlepiej wykorzystać.
Zdaję sobie sprawę, że dla części graczy to może być wada. Jeśli lubicie od początku konsekwentnie realizować wcześniej zaplanowaną strategię, możecie się frustrować, kiedy odpowiednie karty po prostu nie przyjdą. U mnie działa to jednak dokładnie odwrotnie. Konieczność adaptacji jest dla mnie jednym z największych plusów tej gry.
Nie ma dwóch takich samych partii
Grałem już pod mikroby, pod zwierzęta, pod lasy, pod podnoszenie temperatury, pod produkcję ciepła, pod różne rodzaje zasobów i pod przeróżne kombinacje, które wynikały z kart, jakie akurat dostałem. Mimo tylu rozegranych partii nie pamiętam dwóch identycznych rozgrywek.
Co ciekawe, nawet ponowne zagranie tą samą korporacją nie oznacza podobnej partii, bo inne karty wymuszają zupełnie inne decyzje. Na regrywalność pracuje tu wszystko naraz: ogromna liczba kart, różne korporacje, przeróżne kombinacje kart, możliwość rozwijania różnych silniczków, wiele źródeł punktów i różne podejścia do samego terraformowania. Do tego dochodzi konieczność dostosowywania się do sytuacji, która za każdym razem jest inna.
Dla mnie Terraformacja Marsa to gra na lata. Kupując ją, nie kupujecie tytułu na pięć partii, który potem będzie zbierał kurz na półce. Można do niej regularnie wracać nawet po kilku latach i dalej mieć satysfakcjonujące rozgrywki, co sam ostatnio sprawdziłem.
Interakcja
Poziom interakcji w Terraformacji bardzo mi odpowiada. Bezpośredniej negatywnej interakcji jest stosunkowo niewiele. Rywalizujemy o miejsca na wspólnej planszy, a niektóre karty pozwalają zabrać przeciwnikowi zasoby, obniżyć mu produkcję albo w inny sposób mu przeszkodzić. Takie efekty to jednak niewielka część całej gry i to nie one ją definiują.
Najważniejsze pozostaje rozwijanie własnego planu i własnego silniczka, a przeszkadzanie innym jest tylko dodatkiem. Dzięki temu mogę skupić się na swoich kartach i zastanawiać się, jak wycisnąć jak najwięcej z tego, co dostałem, zamiast przez całą partię reagować na to, że ktoś mi coś zniszczył.
Wygląda groźniej, niż jest
To kolejna rzecz, którą bardzo w Terraformacji cenię. Gra wygląda na dużo bardziej skomplikowaną, niż jest w praktyce. Grałem w nią z bardziej zaawansowanymi graczami, ze średnio zaawansowanymi i z osobami dość świeżymi w hobby, dla których Terraformacja była wtedy najbardziej zaawansowaną grą, w jaką w ogóle grali. I we wszystkich tych przypadkach gra się sprawdziła.
Skąd to się bierze? Podstawowe zasady są stosunkowo proste, a po ich poznaniu większość dodatkowych informacji mamy bezpośrednio na kartach. Nie trzeba przed pierwszą partią tłumaczyć każdej możliwej zależności i wyjątku, bo karty w dużej mierze tłumaczą się same. Dzięki temu, mimo sporej głębi, Terraformacja Marsa nie jest molochem zasad.
Czas gry
Na pudełku znajdziemy 90–120 minut. U mnie Terraformacja sprawdza się jako gra na mniej więcej półtorej do dwóch godzin, kiedy bardziej zaawansowana ekipa chce zagrać w coś strategicznego, ale bez rozkładania się na cały wieczór. Trzeba jednak pamiętać, że realny czas mocno zależy od liczby graczy i od tego, jak dobrze znają grę. Pierwsze partie z nowymi osobami potrafią potrwać dłużej.
Tematyka
Temat terraformowania Marsa działa tu bardzo dobrze i dla mnie jest jednym z elementów, które budują atrakcyjność gry. Podnosimy temperaturę, tworzymy oceany, rozwijamy zieleń, budujemy infrastrukturę, wykorzystujemy zasoby i prowadzimy działalność korporacji. Wszystko to ma swoje odbicie w mechanice, więc temat nie jest przyklejony na siłę, tylko dobrze pasuje do strategicznego charakteru gry.
Dodatki do Terraformacji Marsa
Podstawowa wersja sama w sobie oferuje bardzo dużo zawartości i do dobrej zabawy żadne dodatki nie są potrzebne. Podstawka już zapewnia naprawdę wysoką regrywalność.
Jeśli jednak mocno wciągnie Was Terraformacja, to jest w czym wybierać. Po polsku ukazały się m.in. Preludium (karty przyspieszające początek gry), Wenus, Kolonie, Niepokoje, dodatkowe mapy (Hellas i Elysium, Amazonis i Vastitas, Utopia i Cimmeria), a do tego sporo zestawów z nowymi kartami. Powstały też osobne gry w tym świecie, czyli karciana Ekspedycja Ares i gra kościana. Traktujcie to jednak jako dalszą ścieżkę rozwoju gry, a nie coś, bez czego nie da się zacząć.
Dla kogo jest Terraformacja Marsa?
To bardzo dobry następny krok w planszówkach. Szczególnie poleciłbym ją osobom, które mają już za sobą prostsze gry (np. takie jak z mojego rankingu gier planszowych dla początkujących) i chcą wejść poziom wyżej. Jeśli chcecie spróbować bardziej strategicznego tytułu, szukacie gry, która daje dużo decyzji, ale nie wymaga godzinnego tłumaczenia zasad, albo chcecie zacząć wciągać znajomych w bardziej zaawansowane planszówki, to Terraformacja nada się do tego świetnie.
To dobry pomost pomiędzy prostszymi planszówkami a cięższymi grami strategicznymi. Jednocześnie nie jest to wyłącznie gra przejściowa, którą odstawia się na półkę po kilku partiach. Bardziej zaawansowani gracze nadal mogą czerpać z niej sporo satysfakcji, co widzę po sobie.
Nie szukałbym tu natomiast gry dla całej rodziny. To nie jest tytuł familijny i lepiej sprawdzi się przy stole, przy którym wszyscy mają ochotę trochę dłużej pokombinować. Więcej takich tytułów znajdziecie w kategorii gier strategicznych.
Czy warto kupić Terraformację Marsa?
Terraformacja Marsa daje mi coś, czego szczególnie szukam w grach strategicznych, czyli swobodę podejmowania decyzji i konieczność adaptacji. Korporacja podpowiada kierunek, ale go nie narzuca. Karty tworzą możliwości, ale to ja muszę zdecydować, jak najlepiej je wykorzystać. Dzięki temu nawet po wielu partiach i kilku latach od pierwszego kontaktu z grą kolejne rozgrywki potrafią wyglądać zupełnie inaczej.
To tytuł na tyle przystępny, że można nim wprowadzać ludzi w bardziej zaawansowane planszówki, a jednocześnie na tyle strategiczny i regrywalny, że ja jako bardziej doświadczony gracz nadal świetnie się przy nim bawię. Moje największe zastrzeżenia nie dotyczą mechaniki, tylko fizycznego wydania, przede wszystkim planszetek graczy i bałaganu w pudełku.
Czy warto? Zdecydowanie tak. Jeśli szukacie gry strategicznej, do której będziecie wracać przez lata, a nie tylko przez kilka partii, Terraformacja Marsa jest do tego stworzona. Tylko pilnujcie kostek na planszetkach, szczególnie jeśli w domu jest kot!
Najczęstsze pytania
Czy Terraformacja Marsa jest dobra dla początkujących?
To raczej gra na następny krok po prostszych planszówkach i w tej roli sprawdza się bardzo dobrze. Podstawowe zasady są stosunkowo proste, a większość szczegółów jest opisana na kartach, więc nie trzeba przed pierwszą partią tłumaczyć każdego wyjątku. Grałem w nią z osobami, dla których była najbardziej zaawansowaną grą, w jaką grały, i gra się sprawdzała.
Czy do Terraformacji Marsa potrzebne są dodatki?
Nie. Podstawowa wersja daje bardzo dużo zawartości i wysoką regrywalność. Dodatki, takie jak Preludium, Kolonie, Wenus czy Niepokoje, to opcja dla osób, które mocno wciągnęły się w grę i chcą ją dalej rozwijać.
Jak rozwiązać problem przesuwających się kostek na planszetkach?
Najprościej dokupić planszetki z zagłębieniami na kostki. Rebel wydał oficjalny zestaw pięciu plansz graczy z wycięciami, dzięki którym znaczniki zostają na swoich miejscach.
Źródła
- Rebel – Terraformacja Marsa (edycja Gra Roku): https://www.rebel.pl/gry-planszowe/terraformacja-marsa-edycja-gra-roku-99856.html
- Wydawnictwo Rebel – przegląd gier i dodatków z serii: https://www.wydawnictworebel.pl/pages/przeglad-gier-i-dodatkow-z-serii-terraformacja-marsa-1467.html
- Instrukcja Terraforming Mars (RulesPal): https://www.rulespal.com/terraforming-mars/rulebook
- Wikipedia – Terraforming Mars (board game): https://en.wikipedia.org/wiki/Terraforming_Mars_(board_game)
Podsumowanie
Gra na lata. Korporacja podpowiada kierunek, ale to karty i Twoje decyzje sprawiają, że żadna partia nie jest taka sama.




