Kaskadia – recenzja
Góry, lasy, prerie, rzeki i mokradła, a w nich niedźwiedzie, jelenie, łososie, myszołowy i lisy. Witajcie w Kaskadii! Każdy z nas dostaje tu swój mały kawałek dzikiej przyrody i próbuje go ułożyć tak, żeby zwierzętom żyło się jak najlepiej (a nam, żeby wpadło jak najwięcej punktów).
Kaskadia (w oryginale Cascadia) to lekka, rodzinna gra kafelkowa, która zgarnęła nagrodę Spiel des Jahres. Ja jestem raczej zaawansowanym graczem, a mimo to bardzo dobrze się przy niej bawię i chętnie do niej wracam. Czy prosta gra rodzinna może wciągnąć kogoś, kto na co dzień siada do dużo cięższych tytułów? Przekonajmy się!
Kaskadia – skąd się wzięła?
Kaskadię zaprojektował Randy Flynn, a za ilustracje odpowiada Beth Sobel. Gra ukazała się w 2021 roku nakładem Flatout Games, a nazwę wzięła od Kaskadii, czyli regionu na północno-zachodnim wybrzeżu Pacyfiku w Ameryce Północnej. Stąd zresztą zwierzęta, które znajdziemy w pudełku, i tereny, z których budujemy nasze plansze.
W 2022 roku gra zdobyła Spiel des Jahres, czyli jedną z najważniejszych nagród w planszówkowym świecie. U nas Kaskadię wydało Lucky Duck Games, które wypuściło też dodatek Kaskadia: Pomniki przyrody oraz wersję dla młodszych graczy, Kaskadię Junior.
Wykonanie
W pudełku znajdziemy 85 kafelków terenu, 5 kafelków startowych, 100 drewnianych żetonów zwierząt, 25 żetonów natury (szyszek), 20 kart punktacji zwierząt, kartę wariantu rodzinnego, bloczek do liczenia punktów i woreczek na żetony.
Kaskadia nie próbuje zachwycać nas stosem plastiku ani ogromną planszą i szczerze mówiąc wcale tego nie potrzebuje. Styl jest prosty, minimalistyczny, czytelny i po prostu ładny. Ilustracje zwierząt i terenów fajnie ze sobą współgrają, a kiedy po kilkunastu turach spojrzymy na swój ułożony kawałek przyrody, to całość prezentuje się na stole bardzo dobrze.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą doceniam, choć może wydawać się drobiazgiem. Kaskadia nie zajmuje dużo miejsca. Bez problemu graliśmy w cztery osoby przy jednym stole i nikt nie musiał się gnieść. Kto rozkładał kiedyś dużą strategię, która zajmuje każdy wolny centymetr stołu, ten wie, że to wcale nie jest takie oczywiste.
Zasady gry Kaskadia
Instrukcja jest krótka, prosta i łatwo się ją przyswaja, a samą grę da się wytłumaczyć nowym osobom naprawdę szybko. Nie będę tutaj przepisywał całych zasad, ale opowiem o nich na tyle, żebyście wiedzieli, skąd w tej grze biorą się decyzje.
Przebieg tury
Każdy z nas zaczyna od kafelka startowego, który składa się z trzech pól terenu. Na środku stołu wykładamy cztery kafelki terenu, a obok każdego z nich losujemy z woreczka jeden żeton zwierzęcia. Tak powstają cztery pary i to one są sercem całej gry.
W swojej turze bierzemy jedną parę, czyli kafelek i leżące przy nim zwierzę. Kafelek dokładamy do swojego terenu, tak żeby stykał się z tym, co już mamy, a zwierzę kładziemy na jednym z naszych kafelków. Nie może to być jednak dowolny kafelek, bo na każdym z nich widać symbole zwierząt, które mogą na nim zamieszkać. Na jednym kafelku zmieści się tylko jedno zwierzę, a jeśli nie mamy go gdzie położyć (albo po prostu nie chcemy), wraca ono do woreczka. Na koniec uzupełniamy pulę i kolej na następną osobę.
Szyszki i przeludnienie
Część kafelków przedstawia tylko jeden rodzaj terenu. Jeśli położymy zwierzę właśnie na takim kafelku, dostajemy żeton natury, czyli szyszkę. Szyszki dają nam trochę swobody, bo za jedną z nich możemy wziąć dowolny kafelek i dowolne zwierzę z puli, nawet jeśli nie leżą obok siebie. Możemy też wydać szyszkę, żeby wymienić dowolną liczbę zwierząt w puli. A jeśli jakaś szyszka zostanie nam do końca gry, to i tak jest warta 1 punkt.
Jest też zasada przeludnienia. Jeśli w puli pojawią się cztery takie same zwierzęta, od razu wszystkie wymieniamy. Przy trzech takich samych decyzję podejmuje aktywny gracz, który może, ale nie musi ich wymienić.
Karty punktacji zwierząt
Tutaj zaczyna się najciekawsza część. Każdy gatunek zwierząt ma w pudełku cztery karty punktacji (oznaczone od A do D) i przed każdą partią losujemy po jednej karcie dla każdego gatunku. W wariancie A niedźwiedzie punktują za pary, jelenie za ustawienie w prostej linii, łososie za długie ciągi, myszołowy za to, że nie sąsiadują z innymi myszołowami, a lisy za to, ile różnych zwierząt mają obok siebie. W kolejnych wariantach te same zwierzęta chcą już zupełnie innych układów.
Punktacja i koniec gry
Każdy gracz rozgrywa dokładnie 20 tur. Na koniec liczymy punkty za zwierzęta według wylosowanych kart, za największy spójny obszar każdego rodzaju terenu oraz za niewykorzystane szyszki. Dodatkowe punkty dostaje też gracz, który ma największy obszar danego terenu (w grze na trzy i cztery osoby coś wpada również za drugie miejsce). Wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów.
Ile osób do gry w Kaskadię?
Na pudełku mamy 1–4 graczy. Liczba kafelków, których używamy, zależy od składu: bierzemy po 20 kafelków na każdego gracza i 3 dodatkowe, czyli 43 kafelki w dwie osoby, 63 w trzy i 83 w cztery. Dzięki temu każdy zawsze ma tyle samo tur. W pudełku są też zasady gry solo, wariant rodzinny i średniozaawansowany (z prostszą punktacją zwierząt, liczoną za grupy) oraz lista osiągnięć i scenariuszy.
Recenzja gry Kaskadia
Wrażenia z rozgrywki
Powiem to na wstępie: bardzo lubię Kaskadię. Mechanicznie gra jest naprawdę prosta, przecież w każdej turze robimy właściwie to samo: bierzemy parę, dokładamy kafelek, kładziemy zwierzę. A mimo to z tych kilku zasad da się wycisnąć zaskakująco dużo.
W każdej turze jest nad czym pomyśleć. Który kafelek wziąć? Gdzie go położyć, żeby powiększyć swoje góry albo rzeki? Które zwierzę wybrać i czy w ogóle pasuje do tego, co już mam? Czy trzymać się układu, który buduję od kilku tur, czy może skorzystać z okazji, której inni nie zauważyli? Można się tu naprawdę sporo nagłówkować, a zasady nadal mieszczą się na kilku stronach instrukcji.
Bardzo podoba mi się to, że gra nie prowadzi mnie za rękę i nie zmusza do jednej konkretnej ścieżki. Pod tą prostotą kryje się sporo możliwości optymalizacji własnej planszy i to ja decyduję, w którą stronę rozwijam swój teren.
Kafelek to dopiero połowa decyzji
Największa siła Kaskadii to dla mnie połączenie dwóch warstw: układania kafelków i rozmieszczania zwierząt. Decyzja nie kończy się na tym, gdzie położę kafelek, bo zaraz dochodzi zwierzę, które mogę wykorzystać w zupełnie innym miejscu swojej planszy. Mogę więc rozbudowywać duży obszar lasu, a jednocześnie dokładać łososie do ciągu, który powstaje mi przy rzece.
Przez to mam poczucie, że naprawdę sam buduję swoją planszę i mogę zmieniać strategię w trakcie gry. Jeśli coś mi nie wychodzi, nie jestem skazany na jeden plan do samego końca.
Losowość i łapanie okazji
Kafelki i zwierzęta są losowane, więc za każdym razem w puli leży coś innego. Ja jednak nie odbieram tego jako irytującej losowości. Dużo ważniejsze jest to, co zrobimy z sytuacją, którą akurat mamy przed sobą.
Weźmy przykład z lisami. Jeśli widzę, że nikt przy stole się nimi nie interesuje, to jest to dla mnie sygnał, że mogę zacząć budować swój układ właśnie wokół nich. Kaskadia nagradza obserwowanie tego, co się dzieje w puli, i dostosowywanie się do sytuacji, a nie realizowanie od pierwszej tury jednej sztywnej koncepcji. Mnie takie podejście bardzo pasuje.
Regrywalność
Tutaj ogromną robotę robią karty punktacji zwierząt. Skoro każdy gatunek może punktować na kilka różnych sposobów, to nie da się nauczyć jednej optymalnej strategii i powtarzać jej w nieskończoność. W jednej partii niedźwiedzie mogą wymagać ode mnie zupełnie innego podejścia niż w poprzedniej, więc za każdym razem trzeba się dostosować do tego, jaki zestaw kart akurat leży na stole.
Do tego dochodzą inne kafelki, inne zwierzęta w puli, teren, który za każdym razem rozwija się inaczej, oraz wybory pozostałych graczy, na które trzeba reagować. Każda partia wymaga więc budowania innych układów i regrywalność oceniam naprawdę wysoko.
Interakcja
W Kaskadii praktycznie nie ma bezpośredniej negatywnej interakcji i ja uważam to za zaletę. Nikt mi nie niszczy terenu, nie zabiera zwierząt, nie ingeruje w moją planszę i nie rozwala układu, który szykowałem przez kilka tur. Każdy rozwija przede wszystkim swój własny obszar.
Nie oznacza to jednak, że każdy gra sobie w swoją układankę i nie patrzy na innych. Interakcja wynika ze wspólnej puli. Inny gracz może zabrać kafelek albo zwierzę, na które liczyłem, bo sam go potrzebuje albo widzi, że mnie by się przydało. Trzeba więc zerkać, co robią pozostali. To dokładnie taki poziom interakcji, który mi odpowiada: wybory innych wpływają na moje możliwości, ale nikt nie psuje tego, co już zbudowałem.
Skalowanie i czas gry
Grałem w Kaskadię w dwie, trzy i cztery osoby i w każdym z tych składów gra sprawdzała się bardzo dobrze. Nie trafiłem na liczbę graczy, przy której coś by nie działało. Pomaga w tym dopasowanie liczby kafelków do liczby graczy, o którym pisałem przy zasadach, dzięki czemu gra zachowuje swój charakter niezależnie od składu.
Partia trwa u nas około 30 minut. Rozgrywka idzie sprawnie i nie ma poczucia, że coś się przeciąga. Dlatego Kaskadia tak dobrze sprawdza się jako lżejszy tytuł wieczorem po pracy, kiedy nie mam ochoty na ciężką, wielogodzinną strategię, a nadal chcę usiąść do czegoś, przy czym trzeba trochę pogłówkować.
Kaskadia na tle Carcassonne i Wyspy Skye
Grając w Kaskadię, od razu miałem skojarzenia z dwoma tytułami. Nie chodzi o to, że to kopia któregoś z nich, ale takie porównanie dobrze pokazuje, jaka ta gra jest.
Pierwsze skojarzenie to oczywiście Carcassonne. Tu też dobieramy kafelki, dokładamy je do tworzonego terenu, budujemy układ przestrzennie i zastanawiamy się, gdzie najlepiej położyć kolejny element. Kaskadia daje mi jednak więcej swobody. W Carcassonne po dobraniu kafelka sensownych miejsc na jego położenie bywa niewiele, a w Kaskadii decyzja nie kończy się na samym kafelku, bo dochodzi jeszcze zwierzę. Ja osobiście wolę takie rozwiązanie i pod tym względem Kaskadia jest dla mnie ciekawszym podejściem do układania kafelków.
Drugie skojarzenie to Wyspa Skye (jeśli jej nie znacie, zajrzyjcie do mojego porównania Wyspy Skye i Carcassonne: Gorączki złota). Łączy je budowanie własnego terenu z kafelków, zmieniające się sposoby punktowania i to, że trzeba dopasowywać swój układ do aktualnych warunków. Różny jest za to charakter interakcji. W Wyspie Skye dochodzi kupowanie kafelków, a w Kaskadii po prostu wybieramy elementy ze wspólnej puli.
| Kaskadia | Carcassonne | Wyspa Skye | |
|---|---|---|---|
| Teren | każdy buduje własny | wspólna mapa | każdy buduje własny |
| Skąd kafelki | wybór pary kafelek + zwierzę ze wspólnej puli | dobieranie kafelka ze stosu | kupowanie kafelków |
| Punktowanie | zmienne karty zwierząt + obszary terenów | stałe zasady | zmienne warunki punktowania |
Dla kogo jest Kaskadia?
Dla początkujących to bardzo dobry wybór. Proste zasady, krótka instrukcja i intuicyjna mechanika sprawiają, że do pierwszej partii siadamy po kilku chwilach tłumaczenia. Niski próg wejścia nie oznacza tu jednak, że w trakcie gry nie ma decyzji, i to właśnie dlatego Kaskadia tak dobrze sprawdza się jako gra rodzinna. Jeśli szukacie więcej tytułów na start, zajrzyjcie do mojego rankingu gier planszowych dla początkujących albo do kategorii gier rodzinnych.
Średnio zaawansowani gracze nadal znajdą tu sporo miejsca na optymalizowanie układu i szukanie lepszego punktowania, szczególnie gdy zaczną mieszać różne karty punktacji zwierząt.
Zaawansowani gracze nie powinni nastawiać się na ciężką strategię. Ale jako lekka gra logiczna na około pół godziny Kaskadia sprawdza się znakomicie. To świetna opcja na te wieczory, kiedy lubicie bardziej wymagające gry, ale akurat nie macie czasu albo energii na duży tytuł. Taki mój planszówkowy „comfort game” 😉
Czy warto kupić Kaskadię?
Największą siłą Kaskadii jest dla mnie to, jak dużo gry udało się zmieścić w bardzo prostych zasadach. Początkującą osobę nauczycie jej w kilka chwil, a podczas partii i tak cały czas pojawiają się decyzje: który kafelek wziąć, gdzie go położyć, jakie zwierzę wybrać, czy kontynuować swój układ, czy może skorzystać z okazji, której inni gracze nie zauważyli.
Nie ma tu przy tym agresywnego przeszkadzania sobie nawzajem. Każdy buduje swoje małe środowisko, ale wspólna pula sprawia, że nadal trzeba obserwować pozostałych. Do tego dochodzi krótki czas gry, dobre skalowanie od dwóch do czterech osób i ładne, minimalistyczne wykonanie, które nie zajmuje pół mieszkania.
Kaskadia sprawdza się zarówno jako świetna gra dla początkujących i rodzin, jak i jako półgodzinna, logiczna gierka dla bardziej zaawansowanego gracza, który wieczorem chce po prostu usiąść do czegoś lżejszego, ale nadal mieć nad czym pomyśleć. Ja bardzo ją lubię i śmiało polecam!
Najczęstsze pytania
Ile osób może grać w Kaskadię?
Kaskadia jest przeznaczona dla 1–4 osób. Liczba kafelków w grze zależy od liczby graczy (20 na gracza i 3 dodatkowe), dzięki czemu każdy zawsze rozgrywa 20 tur. Grałem w 2, 3 i 4 osoby i w każdym z tych składów gra sprawdzała się bardzo dobrze.
Czym Kaskadia różni się od Carcassonne?
W Kaskadii każdy buduje własny teren i oprócz kafelka wybiera też zwierzę, które kładzie na swojej planszy. W Carcassonne gracze rozbudowują wspólną mapę, a po dobraniu kafelka sensownych miejsc na jego położenie często jest niewiele. Kaskadia daje więc więcej swobody w budowaniu własnego układu i zmienianiu strategii w trakcie gry.
Podsumowanie
Świetna dla każdego




