Przejdź do treści
KubaGra – Blog o grach planszowych!
Poradnik

Rummikub to idealna gra dla początkujących – również zacząłem z tą grą przygodę

Rummikub to dla mnie nie jest po prostu kolejna gra, do której siadam, żeby pograć i dobrze się bawić. To jedna z pierwszych planszówek, jakie w ogóle pojawiły się u nas w domu. Pamiętam, że kupił ją chyba wujek, bo z nim pamiętam, grałem na początku najczęściej. Jako dzieciak grałem w nią z rodzicami niezliczoną ilość razy. Czasem w pełnym, rodzinnym składzie, a czasem tylko z mamą, jeden na jeden. Pamiętam nawet, że samą grę pakowaliśmy do starej siatki Almy i zabieraliśmy grę ze sobą w podróż. Przegrałem w Rummikuba naprawdę dużo partii. Z samą grą mam wiele bardzo pozytywnych wspomnień i zawsze się uśmiecham, jak jadę na konwenty planszówkowe czy turnieje karciankowe i widzę ludzi grających turnieje.

Dziś, kiedy ktoś pyta mnie, od czego zacząć przygodę z planszówkami albo co wybrać, żeby przy jednym stole usiadły dzieciaki i dorośli, Rummikub bardzo często jest pierwszym tytułem, który przychodzi mi do głowy. Spokojnie można zestawić je z Wsiąść do pociągu czy Carcassonne, jednak mam wrażenie, że dużo osób Rummikuba pomija. Planszówki potrafią przytłoczyć, szczególnie nowych graczy: grube instrukcje, dziesiątki żetonów, pół godziny tłumaczenia zasad, a te gatewayowe gry zawsze dobrze się sprawdzały.

Rummikub w pigułce

  • Liczba graczy: 2–4 (w wersji XP do 6)
  • Wiek na pudełku: od 7 lat
  • Czas gry według wydawcy: ok. 20 minut

Rummikub przez lata doczekał się sporo wydań. Jest klasyczna wersja, są wydania podróżne w puszce, jest XXL z dużymi cyframi (wygodne dla każdego, kto woli większą czcionkę), jest XP dla sześciu osób, a dla najmłodszych Rummikub Junior. Ja grałem w taką starą, klasyczną i o niej będę opowiadać najwięcej. Zresztą nie maiłem bezpośredniego do czynienia, jednak założenie samej gry jest takie samo.

Jeśli zastanawiacie się, którą wersję wybrać, przejrzyjcie oferty Rummikuba na Allegro. Wszystkie wydania macie tam w jednym miejscu, więc łatwo zestawić je obok siebie i wybrać to, które pasuje do Waszego stołu i składu.

Często jak szukam planszówek do porównania lub jest wiele wersji danej gry, to często sprawdzam i szukam właśnie tam.

Które wydanie Rummikuba wybrać?

Wybór na pierwszy rzut oka może trochę zaskoczyć, bo wersji jest sporo (nawet ja byłem zaskoczony jak dużo). Spokojnie, zasady w większości z nich są te same, a różnice dotyczą głównie wykonania i liczby graczy. Więc wybierajcie tę, która najbardziej Wam odpowie.

Klasyczny Rummikub to po prostu podstawka: 106 płytek, 4 tabliczki, od 2 do 4 graczy. Jeśli kupujecie pierwszy egzemplarz i nie macie konkretnych potrzeb, to jest najbezpieczniejszy wybór.

Wersja podróżna ma mniejsze płytki i bardziej kompaktowe opakowanie. Przyda się, jeśli chcecie zabrać grę na wakacje, na działkę albo do znajomych, ale przy domowym stole klasyczne płytki są po prostu wygodniejsze.

Rummikub XXL to większe płytki z dużymi cyframi. Czytelność jest tu wyraźnie lepsza, więc to dobra opcja dla każdego, kto przy mniejszych cyfrach musi się wpatrywać w tabliczkę.

Rummikub XP pozwala zagrać w 6 osób. W pudełku jest więcej płytek (cztery jokery zamiast dwóch), a do tego zasady przewidują limit czasu na ruch. Jeśli przy Waszym stole regularnie siada więcej niż cztery osoby, warto rozważyć właśnie tę wersję.

Rummikub 3w1 łączy klasyczne zasady z dwoma wariantami, w których pojawiają się dodatkowe, specjalne jokery. To ciekawa propozycja, jeśli podstawowa wersja jest już ograna, a chcecie trochę odświeżyć rozgrywkę.

Rummikub Junior i Mój pierwszy Rummikub to wersje dla młodszych dzieci, które przygotowują do pełnej gry. Jeśli dziecko dopiero oswaja się z liczbami, to dobry krok przed klasycznym Rummikubem.

Skąd się wziął Rummikub?

Historia tej gry jest ciekawsza, niż można by się spodziewać po pudełku z cyferkami. Rummikuba wymyślił Ephraim Hertzano, który w latach 30. i 40. XX wieku mieszkał w Rumunii. Gra w karty była tam wtedy zakazana, więc Hertzano wpadł na pomysł, żeby zastąpić karty kolorowymi płytkami z liczbami. Super są te płytki – jako dziecko wolałem bawić się właśnie nimi, a nie kartami 🙂 

Reszta to już historia sukcesu: w 1980 roku Rummikub zdobył Spiel des Jahres, czyli niemiecką nagrodę Gry Roku, a od 1991 roku co trzy lata rozgrywane są mistrzostwa świata. Najbardziej prestiżową nagrodę, jaka w świecie planszówek jest – serio 🙂 W Polsce organizowane są też Mistrzostwa Polski. Kiedy jako dorosły pierwszy raz zobaczyłem, że istnieją turnieje i zawody z Rummikuba, trochę mnie to zaskoczyło. Szczególnie, jak dużo emocji było widać przy tych stolikach. Spora też była różnica wieku wśród grających.

Jak się gra w Rummikuba?

Na start każdy dostaje 14 płytek i ustawia je na swojej tabliczce tak, żeby inni ich nie widzieli. Cel jest prosty: pozbyć się wszystkich płytek jako pierwszy.

Płytki wykłada się na stół w układach, minimum po trzy. Są dwa rodzaje:

  • grupa: ta sama liczba w różnych kolorach (np. trzy albo cztery siódemki),
  • ciąg: kolejne liczby w jednym kolorze (np. niebieskie 4, 5, 6).

Jest jeden haczyk na początek: żeby w ogóle cokolwiek wyłożyć, musicie za pierwszym razem ułożyć ze swoich płytek układy warte łącznie co najmniej 30 punktów. Jeśli w swojej turze nic nie możecie (albo nie chcecie) wyłożyć, dobieracie płytkę i ruch przechodzi dalej. Joker zastępuje dowolną płytkę, więc potrafi uratować niejedną kombinację. Praktycznie tak samo, jak w przypadku zasad w remika.

Stół w Rummikubie jest wspólny. Po pierwszym wyłożeniu możecie przestawiać, rozbijać i przebudowywać układy, które leżą już na stole, także te ułożone przez innych. Dokładacie swoją płytkę do cudzego ciągu, rozdzielacie długi ciąg na dwa krótsze, podbieracie płytkę z grupy, żeby zbudować nowy układ. Warunek jest jeden: na koniec Waszej tury wszystko, co leży na stole, musi tworzyć poprawne układy z co najmniej trzech płytek. I to właśnie to przesuwanie i kombinowanie sprawia, że Rummikub wciąga.

Jak liczy się punkty?

Runda kończy się w momencie, gdy ktoś wyłoży ostatnią płytkę ze swojej tabliczki. Pozostali sumują wartości płytek, które im zostały, i zapisują je jako punkty ujemne, a zwycięzca dostaje na plus sumę ich strat. Joker, który zostanie na tabliczce, jest liczony wyjątkowo drogo, więc trzymanie go do samego końca to ryzyko. Zwykle gra się kilka rund i dopiero po nich porównuje wyniki. Można też zagrać pojedynczą partię i po prostu cieszyć się z tego, kto pierwszy zawołał „Rummikub!”.

Kilka rzeczy, które pomagają w pierwszych partiach

Zasad jest niewiele, ale parę drobiazgów sprawia, że od pierwszej rozgrywki gra się płynniej.

Ułożenie płytek według kolorów albo według liczb bardzo ułatwia zauważenie, czego brakuje do ciągu lub grupy. To niby oczywiste, a w praktyce oszczędza mnóstwo czasu w każdej turze. Najwięcej możliwości daje właśnie przebudowywanie tego, co już leży. Długi ciąg można rozciąć, z grupy czterech płytek da się zabrać jedną, a do cudzego układu dołożyć swoją. Kto to zauważy, pozbywa się płytek dużo szybciej.

Czasem opłaca się chwilę przytrzymać płytki, które mogą się przydać w kolejnej turze (ja tak często robię i w karciankach TCG też się bardzo przydaje ten nawyk). Z drugiej strony każda płytka na tabliczce to punkty ujemne, jeśli ktoś skończy przed Wami. Jeśli gracie z najmłodszymi, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby na początek odpuścić wymóg 30 punktów przy pierwszym wyłożeniu albo pomagać przy przestawianiu układów na stole. Pełne zasady przyjdą same, gdy dziecko złapie, o co chodzi.

Dodaje to trochę głębi grze – pomimo prostych zasad, można kombinować, blefować lub wykorzystywać stół na swój sposób. Bardzo to lubiłem w Rummikubie. 

Rummikub a Remik

Dziś bardzo dużo gram w karty, a konkretnie w Remika. Głównie dlatego, że jest po prostu wygodniejszy w przechowywaniu i łatwiej zabrać mi do plecaka. Jeśli też go znacie, to w Rummikubie od razu poczujecie się jak w domu, bo pomysł jest bardzo podobny: układacie grupy i ciągi, a wygrywa ten, kto pierwszy pozbędzie się wszystkiego z ręki. Rummikub dokłada do tego zasady związane z przesuwaniem płytek i dokładaniem do tego, co już leży na stole. Mam wrażenie, że to dobra wiadomość dla obu stron: kto zna Remika, załapie Rummikuba w kilka minut, a kto zaczyna od płytek, bez problemu przesiądzie się potem na karty.

Dla kogo jest Rummikub?

Tu odpowiedź jest dość szeroka i to jest największa siła tej gry. 

Rummikub nie ma żadnych dziwnych, zawiłych zasad dlatego może świetnie sprawdzić się dla totalnie początkujących. Wszystko, co trzeba wiedzieć, da się wytłumaczyć przy rozkładaniu płytek. Dlatego uważam, że to świetna kandydatura na jedną z pierwszych planszówek w domu. U mnie zresztą dokładnie tak było, że był jedną z pierwszych gier. Dopiero potem pojawił się Carcassonne oraz Wsiąść do pociągu.

Jeśli macie już na półce kilka gier, Rummikub dobrze je uzupełni, jako tytuł, po który można sięgnąć zawsze, bez przypominania sobie instrukcji. Tytuł mega rodzinny – pasuje idealnie do tytułów o których pisałem wyżej.

Ktoś, kto na co dzień gra w cięższe tytuły, też czasem ma ochotę na coś prostego. Rummikub świetnie się w takiej roli sprawdza i według mnie nie jest grą „tylko dla początkujących”, ale jako fillerek między czymś trudniejszym – why not? Jeśli ktoś by mi go zaproponował, chętnie zagram.

To chyba mój ulubiony argument. Rummikub to świetny sposób, żeby wciągnąć dzieciaki w planszówki i w ogóle w granie przy stole. A przy okazji to jedna z tych gier, przy których naprawdę spotykają się różne pokolenia: dzieci z rodzicami, młodsi ze starszymi. Wiem to z własnego doświadczenia, bo sam przy Rummikubie spędziłem z rodzicami masę czasu.

Dlaczego warto kupić Rummikub na prezent?

Jeśli szukacie prezentu, a nie wiecie, w co gra obdarowywana osoba, Rummikub jest bardzo bezpiecznym wyborem. Jak jeszcze pracowałem w sklepie z planszówkami parę lat temu, ludzie często o niego pytali. “Hej, mamy Rummikuba, chcemy sprawić prezent koledze/dziecku”. Mega często się to pojawiało. 

Jest prosty, sympatyczny i nie wymaga od nikogo bycia „planszówkowym geekiem”. Moim zdaniem można go śmiało kupić, zarówno na urodziny, jak i pod choinkę. A jeśli prezent trafia do rodziny z dziećmi, jest spora szansa, że po prostu zacznie się od niego wspólne granie.

Czy warto kupić Rummikuba?

Dla mnie Rummikub to gra, w której granie straciłem bardzo dużo czasu, i absolutnie tego nie żałuję. Jest prosty, sympatyczny, nie ma zawiłych zasad, a mimo to przesuwanie płytek na wspólnym stole daje sporo satysfakcji. Sprawdzi się jednocześnie u początkujących, w rodzinnej kolekcji, oraz u bardziej doświadczonych graczy szukających czegoś lżejszego.

Jeśli więc zastanawiacie się, od jakiej gry zacząć albo co położyć pod choinką, ja polecam właśnie Rummikuba. Mnie dał masę dobrych wspomnień, a może Wam da ich równie dużo.

Artykuł sponsorowany

Kuba Mądrzywołek
Kuba Mądrzywołek

Od lat siedzę w świecie planszówek - gram, recenzuję i polecam. Przez trzy lata pracowałem w sklepie z grami, prowadzę prelekcje i prezentuję tytuły na konwentach. Bloga prowadzę od 2017 roku.